Zapominała po co żyje. W takie dni wszystko wydawało jej się szare i bezpostaciowe. Bezsilność i niemoc przytaczała ją coraz bardziej z każdą godziną. Biegła bez celu potykając się o przydrożne kamienie i upadając w najmniej odpowiednich momentach. Czułą się taka bezradna w ogromie rzeczywistości jaka ją otaczała. Żyła tylko dla siebie, nie miała przyjaciół, a ludzie którzy ją otaczali zdawali się być tylko kolejnym elementem krajobrazu. Tak się przynajmniej jej wydawało. Prawda odbiegała zupełnie od jej wyobrażenia o świece. Obracała się w kręgu znajomych, była duszą towarzystwa ale chyba nie o to jej chodziło. Żyła dla znajomych, była taka jaką chcieli ją widzieć. Była idealna dla wszystkich z wyjątkiem siebie. Kobieta pełna sprzeczności, chowająca w sobie tysiące osobowości w tym żadnej własnej.
Czasem nienawidziła siebie. To co wiła było sprzeczne z jej myślami, ale w jej mniemaniu musiała to robić. Chciała też czasem znać znaczenie słów, które są dla niej niezrozumiałe. Chciałaby poznać, rzeczy które do tej pory pozostawały dla niej tajemnicą. Ale to chyba normalne. Martwiła się o to co będzie, bo bała się nieznanego. Zapamiętywała gesty i słowa, którymi potem się posługiwała. Nie miała właściwie własnego życia…